Poznaliśmy nowych mistrzów Polski w siatkówce. Za trzecim podejściem złote medale wywalczyli siatkarze Aluronu CMC Warty Zawiercie, którzy pokonali w decydującym starciu BOGDANKĘ LUK Lublin. Finał był niezwykle emocjonujący, zakończył się po pięciomeczowej batalii. – Do trzech razy sztuka, cierpliwy kamień ugotuje, jak to mówią – podsumował Bartosz Kwolek, przyjmujący Aluronu CMC.

Zawiercianie powrócili na siatkarską mapę w 2011 roku, gdy za sprawą inicjatywy prezesa Kryspina Barana reaktywowano klub. Rok po roku Aluron przebijał się do elity, aż w sezonie 2017/2018 po raz pierwszy w niej zagrał. W debiutanckim roku w PlusLidze w zespole występowali m.in. Grzegorz Bociek, Grzegorz Pająk, libero był Krzysztof Andrzejewski - obecny szkoleniowiec InPost ChKS Chełm, a na środku występował David Smith. Klub z roku na rok rósł w siłę, a obecnie już po raz trzeci z rzędu występował w wielkim finale PlusLigi, wspieranej przez KRISHOME. I po wcześniejszych dwóch porażkach – z JSW Jastrzębskim Węglem i ostatnio BOGDANKĄ LUK Lublin, teraz triumfował.

Ja się bardzo cieszę, naprawdę, bo tak jak powiedziałeś, to był naprawdę ciężki sezon i te mecze już od ćwierćfinału tak naprawdę były na żyletki. To było trochę takie upadanie i wstawanie nasze w tym sezonie. Najpierw ta Brazylia, gdzie nie do końca było to, co chcieliśmy. Potem znowu przegrana w TAURON Pucharze Polski i niebycie w Final Four. Od tego momentu chyba dobiliśmy do dna i się od niego odbiliśmy, więc bardzo się cieszę, że tak zareagowaliśmy i tak to wszystko się potoczyło.

W tegorocznym finale zawiercianie przegrywali już 1-2 lecz wygrali na wyjeździe i mogli wszystko rozstrzygnąć u siebie. W wypełnionej po brzegi hali w Sosnowcu nie zaczęli jednak doskonale, bo przegrali z BOGDANKĄ LUK pierwszą partię do 15. To jednak podziałało na gospodarzy nie paraliżująco, a mobilizująco.
Nie było łatwo, ale może przydał nam się ten „plaskacz” w tym pierwszym secie, bo na pewno byliśmy pełni wiary, jeśli chodzi o ten mecz. Tym bardziej po tym zwycięstwie w Lublinie ostatnio, gdzie graliśmy naprawdę dobrą siatkówkę. Nie ma co gdybać – wygraliśmy i to się liczy. Ostatecznie zawiercianie zwyciężyli 3:1 i w całym finale 3-2.

Po raz pierwszy od 2015 roku złoty medal zdobyła drużyna, której trenerem jest Polak. Przed Michałem Winiarskim z mistrzostwa cieszył się Andrzej Kowal, wówczas prowadzący Asseco Resovię Rzeszów. Co więcej, Winiarski jest pierwszym polskim trenerem, który w PlusLidze świętował tytuł jako trener i jako zawodnik (w barwach PGE Skry Bełchatów).
Klub z Zawiercia od momentu wejścia do ligi (pierwszy mecz z ZAKSĄ 1 października 2017, przegrany 1:3) czekał 449 tygodni na triumf w PlusLidze. Teraz ma jeszcze szansę na kolejną wielką rzecz, bo w najbliższy weekend zagra w turnieju finałowym Ligi Mistrzów. W półfinale (sobota, godz. 20.30) zmierzy się z Ziraatem Bankkart Ankara (z Tomaszem Fornalem).

To jest naprawdę super miejsce do grania w siatkówkę i wreszcie to udowodniliśmy. Bo wiemy, że ambicje tego klubu sięgały złota i ja się bardzo cieszę, że to ono wreszcie jest. Bo trochę na pewno mi spadł kamień z serca. Jestem tutaj czwarty sezon, grałem trzy finały i ten trzeci okazał się szczęśliwy, także to na pewno cieszy.
Drugie miejsce w PlusLidze wywalczyli ubiegłoroczni mistrzowie Polski z Lublina, brązowe medale PGE Projekt Warszawa (w sobotę zagra także w półfinale LM z Perugią, początek o godz. 17), który pokonał Asseco Resovię Rzeszów.
Jesteśmy na pewno smutni dzisiaj, natomiast na pewno docenimy ten medal, bo srebro w naszej lidze to jest naprawdę duże osiągnięcie. Generalnie jeśli miałbym podsumować ten sezon, to naprawdę uważam, że zrobiliśmy dobrą robotę, a w tych finałach Zawiercie bardziej zasłużyło na mistrzostwo i swoją postawą przez cały sezon pokazali, że na nie zasługują. Także wielkie brawa dla chłopaków z Zawiercia. My daliśmy z siebie ile mieliśmy, wystarczyło nam to na dwa wygrane mecze i ja myślę, że trzeba doceniać ten srebrny medal.








